piątek, 27 lipca 2012

Zabić drozda (To Kill a Mockingbird, 1962), 5/6


Dramat z wątkiem sądowym. Klasyka gatunku. Pozycja obowiązkowa.

Iść pod prąd? Postępować w zgodzie z własnymi przekonaniami i sumieniem? Przyznać się do kłamstwa? Żyć spokojnie pod bezpieczną osłoną reguł społecznych? Odpowiedzi jest wiele i każdy ma swoją. Film opowiada historię o tym, co jest pomiędzy tymi skrajnościami.

Oglądając „Zabić drozda” trzeba brać pod uwagę rok w którym powstał. Uznanie oskarżonego winnym, wbrew dowodom, tylko dlatego, że jest czarny - to wątek, który w kinie jest obecny na stałe. Jednak ten obraz, to jedna z pierwszych prób napiętnowania rasizmu w skrajnej postaci.

Film nie jest brutalny - narratorem jest mała dziewczynka - co nie zmienia postaci rzeczy, że opowiadana historia jest. Mamy pełen obraz ówczesnego klimatu i panującego rasizmu. Słowo białego kontra słowo czarnego. Wyrok wbrew dowodom. Osąd społeczny, który prawie kończy się linczem. I w tym wszystkim trójka dzieci, ze swoimi strachami, ale i wiarą i otwartym umysłem.

Adwokat (Gregory Peck), który z urzędu broni oskarżonego, mimo wszystko wydaje się być w drugim planie. Nie patrzymy bowiem na sprawę jego oczami jako adwokata, tylko oczami jego córki – co daje wrażenie pewnego uproszczenia tematu. Ocena małej dziewczynki jest czytelniejsza i bardziej poruszająca właśnie przez owo uproszczenie.
Epilog:
„Niech martwi pochowają martwych”

Ściąga*
Gregory Peck: Cape Fear (1962), Zabić drozda (1962), Jak zdobyto Dziki Zachód (1962), Działa Navarony (1961), Żona modna (1957), Rzymskie wakacje (1953),
*wymieniam tylko te filmy, które widziałam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz