Dobry film i trudno powiedzieć czy to bardziej dramat, czy komedia romantyczna, powiedziałabym szczególna mieszanka - podobnie jak szczególną mieszanką jest odczuwanie przyjemności graniczącej z rozkoszą gdy boli, czasem nawet bardzo.
Masochizm i sadyzm w wydaniu pastiszowym, zabarwionym dramatyczną nutką w lekkim romantycznym sosie.
Rzecz o dopasowaniu, miłości i związku, co wcale nie jest takie proste – nawet wtedy, gdy i dopasowanie i miłość pojawiają się niespodziewanie. A później to już jakby z górki, bo po endorfinach (jakkolwiek z pozoru nieprzyjemna wydaje się okoliczność) prosta droga do troski, czułości i przywiązania.
Genialne sceny, zwłaszcza czytania listu, jedzenia obiadu i ścielenia łóżka. Dobra muzyka. Choć od premiery minęło 10 lat, film ciągle się broni świetnym pomysłem na studium przypadku i uniwersalnym przekazem. Film wielokrotnego użytku, polecam.
J. dziękuję Ci za ten film.
Epilog:
Oczywiście, że można w związku kochać się i bawić przez całe życie, trzeba się tylko znaleźć a potem mieć odwagę. Wiem, łatwo się mówi, trudniej zrobić.
poniedziałek, 1 października 2012
Zakochani w Rzymie (To Rome With Love, 2012) 4/6
Kolejny film pana A. Śmiesznie, przyjemnie, z przymrużeniem oka i dystansem. Jak zwykle sporo autoironii i trafnego opisu schematów. Film o niebo lepszy niż „Co nas kręci, co nas podnieca”, prawie tak dobry jak „Vicky Cristina Barcelona” ale do „Deconstructing Harry” daleko. Można obejrzeć bez poczucia straty czasu, a i z przyjemnością.
Film idealny na wietrzne popołudnie i początek udanego wieczoru. Nie można się nie śmiać no i Allen zagrał rolę, czego w ostatnich filmach nie uskuteczniał.
Doskonała obsada - bez gwiazdorzenia, rzetelnie, ale i na luzie – czyli w wolnym tłumaczeniu profesjonalnie. Jedyna w swoim rodzaju Ellen Page, w wydaniu naiwnym i słodkim Jasse Eisenberg, posągowa i cudowna Penelope Cruz (po raz kolejny u Allena), znakomicie wyluzowany Alec Baldwin, genialna Judy Davis, rozkoszny Roberto Benigni (tylko on mógł zagrać tę rolę) i oczywiście mistrz, który zagrał nieco neurotycznego (jaka niespodzianka!) tatusia i przyszłego teścia.
Film polecam.
Epilog:
„-Napisali o mnie imbecille – co to znaczy?
-To znaczy, że wyprzedzasz swoją epokę.”
Film idealny na wietrzne popołudnie i początek udanego wieczoru. Nie można się nie śmiać no i Allen zagrał rolę, czego w ostatnich filmach nie uskuteczniał.
Doskonała obsada - bez gwiazdorzenia, rzetelnie, ale i na luzie – czyli w wolnym tłumaczeniu profesjonalnie. Jedyna w swoim rodzaju Ellen Page, w wydaniu naiwnym i słodkim Jasse Eisenberg, posągowa i cudowna Penelope Cruz (po raz kolejny u Allena), znakomicie wyluzowany Alec Baldwin, genialna Judy Davis, rozkoszny Roberto Benigni (tylko on mógł zagrać tę rolę) i oczywiście mistrz, który zagrał nieco neurotycznego (jaka niespodzianka!) tatusia i przyszłego teścia.
Film polecam.
Epilog:
„-Napisali o mnie imbecille – co to znaczy?
-To znaczy, że wyprzedzasz swoją epokę.”
Subskrybuj:
Posty (Atom)

