Jakby to powiedzieć najprościej: kawał dobrego kina. Kropka. Niełatwy
temat pokazany w nietypowy sposób, dzięki czemu poznajemy ból i cierpienie z
zupełnie innej perspektywy. John Michael McDonagh potraktował dobro i zło jako
przeplatające się siły definiujące nasze życiowe wybory. Ale jednak i pomimo
wszystko, są to nasze osobiste wybory. Fabuła jest prosta: mała społeczność,
ludzki ksiądz i teoretycznie typowe problemy. Niemniej nic nie jest do końca
jednoznaczne i oczywiste. Lubię takie kino.
Brendan Gleeson (Braveheart, Gangs of New York, The Village, In Bruges,
Green Zone, The Guard) wykreował postać
księdza w taki sposób, że faktycznie poznajemy konkretnego człowieka z krwi i
kości. Także rola Kelly Reilly (Lot) warta jest podkreślenia. Ostatnia scena
jest niesamowita.
Film można było obejrzeć w ramach festiwalu Transatlantyk. Biorąc pod
uwagę tematykę filmu, to w sumie mnie nie dziwi dlaczego dystrybutorzy nie
zdecydowali się na komercyjne projekcje w kinach. Pewnie byłby jakieś
demonstracje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz