niedziela, 23 sierpnia 2015

Drugi Hotel Marigold (2015, The Second Best Exotic Marigold Hotel)



Sequele rzadko bywają udane i “Drugi hotel” nie jest tu wyjątkiem. Choć ta sama obsada, to jednak bez pierwotnego klimatu. Pierwsza część była urokliwa, na drugą szkoda czasu.

Film można było obejrzeć w ramach festiwalu Transatlantyk.

Antiviral (2012)



Zwariowany świat, w którym najważniejsi są celebryci i wszystko co jest z nimi związane. Media ekscytują się chorobą gwiazdy XY, a fani świadomie zarażają się wirusem uwielbianej osoby. A wokół tego stworzony jest gigantyczny i bezwzględny biznes. 

Fan, który zaraża się, za opłatą, wirusem opryszczki swojej ukochanej gwiazdy filmowej wydaje się być niespełna rozumu. Czyżby? A fani, którzy biorą modne narkotyki, bo takie aktualnie biorą celebryci, albo tacy, którzy zapisują się do sekt, bo akurat do niech należą znani aktorzy? Nie tak daleko od dzisiejszego świata do wizji przedstawionej przez Brandona Cronenberga.

Film ogląda się trudno głównie z uwagi na, moim zdaniem, zbyt długie ujęcia, które nic nie wnoszą, bo przekaz jest prosty i czytelny od samego początku. Spodziewałam się czegoś lepszego.

Film można było obejrzeć w ramach festiwalu Transatlantyk w sekcji body horror.

Slow West (2015)



Dawno nie było takiego westernu. Choć jest w nim wszystko, czego możemy się spodziewać w ramach gatunku, to jednak film emanuje świeżością i nowością. Trup ściele się gęsto, pościgi, strzelaniny, Indianie, bezwzględni łowcy głów, rabusie, oszuści, dobro i zło, prerie, konie, opowieści przy ognisku, itd. -  klasyka gatunku. Niemniej, John Maclean zabiera nas w podróż w taki sposób, że nie tylko fani westernu będą zachwyceni. 

Świetnie opowiedziana historia, kapitalne zdjęcia i genialne poczucie humoru. Slow West polecam szczególnie fanom wczesnych filmów braci Coenów, bo reżyser odwołuje się do nich z pełną premedytacją i robi to znakomicie.

Film można było obejrzeć w ramach festiwalu Transatlantyk. Premiera w Polsce planowana jest na listopad 2015 – warto się przejść do kina.

Kalwaria (2014, Calvary)



Jakby to powiedzieć najprościej: kawał dobrego kina. Kropka. Niełatwy temat pokazany w nietypowy sposób, dzięki czemu poznajemy ból i cierpienie z zupełnie innej perspektywy. John Michael McDonagh potraktował dobro i zło jako przeplatające się siły definiujące nasze życiowe wybory. Ale jednak i pomimo wszystko, są to nasze osobiste wybory. Fabuła jest prosta: mała społeczność, ludzki ksiądz i teoretycznie typowe problemy. Niemniej nic nie jest do końca jednoznaczne i oczywiste. Lubię takie kino.

Brendan Gleeson (Braveheart, Gangs of New York, The Village, In Bruges, Green Zone,  The Guard) wykreował postać księdza w taki sposób, że faktycznie poznajemy konkretnego człowieka z krwi i kości. Także rola Kelly Reilly (Lot) warta jest podkreślenia. Ostatnia scena jest niesamowita. 

Film można było obejrzeć w ramach festiwalu Transatlantyk. Biorąc pod uwagę tematykę filmu, to w sumie mnie nie dziwi dlaczego dystrybutorzy nie zdecydowali się na komercyjne projekcje w kinach. Pewnie byłby jakieś demonstracje.