piątek, 27 lipca 2012
Werdykt (Verdict, 1982), 5/6
Dramat sądowy z Paulem Newmanem w roli głównej. Film z 1982 roku a jednak zrobiony w klimacie późnych lat 70-tych, oglądając ten film teraz, czuje się miniony czas.
Wątek sadowy jest nam wszystkim znany w różnych odsłonach. Obejrzałam ten film i polecam z dwu powodów: pierwszy to Paul Newman - oczywiście, drugi to próba spojrzenia na temat z perspektywy historii kina. „Werdykt” to film pomiędzy takimi klasykami jak, wcześniejszymi: „Świadek oskarżenia”, „Dwunastu gniewnych ludzi”, „Zabić drozda”, i późniejszymi: „Sprawa Kramerów”, „Adwokat Diabła”, „Zaklinacz deszczu”, "You Don't Know Jack",„Lincoln Lawyer”.
Film jest pomiędzy nie tylko pod względem czysto formalnym jak data produkcji. Przez lata dramat sądowy zmienił swoje oblicze: od teatralnego niemalże podejścia (jedność czasu, miejsca i akcji w „Dwunastu gniewnych ludziach”), poprzez próby pokazania otoczenia bohaterów i przemiany jaką przechodzą („Werdykt”, „Sprawa Kramerów”) a skończywszy na ukazaniu toczącej się gry (działania prawne, strategie, relacje) poza salą sadową („Adwokat Diabła”, „Zaklinacz deszczu”, „Słaby punkt”, „Lincoln Lawyer”). Wymienione filmy jak i wiele innych opowiadają podobne, uniwersalne historie. W różny sposób, w różnej technice, w rożnym klimacie.
Co mnie poruszyło w Werdykcie? To, że to mogłaby być druga strona „Dwunastu gniewnych ludzi”. W „12” obserwujemy proces podejmowania decyzji w procesie, który wydaje się być przesadzony. Wszystko co możemy obserwować to zamknięta sala obrad i 12 przysięgłych. Rozmawiają między innym o obrońcy, który się nie wykazał. W Werdykcie sytuacja jest podobna, ale obserwujemy salę sądową z perspektywy oskarżyciela (Paul Newman), który stara się i to bardzo, a jest na przegranej pozycji. Formalnie bez świadków, bez dowodów, ze zdrajczynią u boku, przeciwko przekupionemu sędziemu, walczy z najlepszymi prawnikami kościelnymi (co nie jest bez znaczenia dla moralnego wydźwięku filmu). A jednak, pomimo wszystko, gdy sprawa wydaje się przegrana - werdykt jest pozytywny i zaskakuje wszystkich, łącznie z oskarżycielem. Werdykt może opowiadać historię, której nie widzimy w „12”, czyli salę sadową. W „12” możemy zobaczyć to, co nie jest pokazane w Werdykcie, czyli jak ława przysięgłych pomimo wszystko wydaje sprawiedliwy wyrok. Lumet zrobił oba te filmy – ich dopełnienie jest, jak dla mnie bardzo wyraźne.
Są tacy reżyserzy, którzy całe życie robią filmy o tym samym, choć każdy film jest inny i najczęściej każdy bardzo dobry i oryginalny. Takim reżyserem między innym jest Sidney Lumet, ale zaliczyłabym do tego świetnego grona również: Tonyego Scotta, Raymonda De Felittę, Rolanda Emmericha. Lista nie jest zamknięta, ciągle jeszcze tyle filmów do obejrzenia…
Epilog:
Sprawiedliwość – czym jest - czujemy intuicyjne, ale najczęściej każdy z nas widzi sprawy nieco inaczej – czy litera prawa pozwala wydać sprawiedliwy wyrok?
Klasyka gatunku. Warto zobaczyć.
Ściąga*
Sidney Lumet: Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz (2007), Adwokat diabła (1993), Werdykt (1982), Pieskie popołudnie (1975), Serpico (1973), Dwunastu gniewnych ludzi (1957)
*wymieniam tylko te filmy, które widziałam
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz