piątek, 17 sierpnia 2012

Magiczna Dolina (Magic Valley, 2011), 4/6

Dramat. Od pierwszych chwil pozornie leniwego normalnego dnia czujemy przez skórę, że coś się wydarzy. Powoli jesteśmy wciągnięci w świat z pozoru gładki niczym tafla stawu. Ale pod tą taflą brakuje tlenu dosłownie i w przenośni. Wszystkim bez wyjątku.

Doskonałe zdjęcia. Uderza prowadzenie kamery: bliskie ujęcia, długie sceny i zauważone, niczym od niechcenia ale celowo, drobiazgi. Urzekające smaczki jak choćby lama u weterynarza albo nalewanie wody do konewki. Światło i kolory są niesamowite i czuję się tę tytułową magię. Kyle Gallner (TJ Waggs) i Connor Scott Schow (starszy chłopiec) zagrali niesamowicie i mimo, że w pewnym momencie domyślamy się, co się stało – to jednak najdrobniejszy gest przykuwa uwagę.
Dramat bezsensowych zdarzeń, które choć nie były celowe to jednak dzieją się celowo – parafrazując słowa TJ Waggsa.
I historia się powtórzy, bo w ostatniej scenie zaczyna się od nowa.
Warty obejrzenia.
Film można było obejrzeć w ramach festiwalu Transatlantyk 2012.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz