Bardzo kameralna i intymna opowieść o dwojgu ludzi, którzy się spotykają, może nawet zakochują się w sobie, ale historia trwa tylko przez weekend i rozstają się. Banalna historia? Pewnie tak, co nie znaczy, że nie jest prawdziwa. Pamiętacie „The Bridges of Madison County” (1995)? Kilka dni niespodziewanego szczęścia, rozstanie z wyboru i miłość do końca życia. Jakie ma zatem znaczenie, czy historia dotyczy kobiety i mężczyzny, kobiety i kobiety, lub mężczyzny i mężczyzny. Nie ma żadnego. Po prostu dwoje ludzi, nie mniej, nie więcej.
„Zupełnie inny weekend” dotyczy akurat dwu mężczyzn i to jedyna różnica. Podobało mi się jak przedstawiono intymność, rodzące się uczucie i zawiłość emocji. Słodko – gorzko, trochę cierpko. Tak czasami bywa. Spotykamy na swojej drodze drugiego człowieka i nie potrafimy otworzyć się na miłość, zaufać, zmienić planów. Bardzo dobre role Chrisa Newa i Toma Cullena.
Z klimatu film przypomina wspaniałe: „Loving Annabelle” (2006) i „I Love You Philllip Morris” (2009), bo jest to film o związku, potencjalnej miłości dwojga ludzi, próbie bycia razem. Film tylko w ramach kontekstu pokazuje brak akceptacji dla związków homoseksualnych, więc nie spodziewajcie się drugiego Brokeback Mountain (2005) - nie to jest tematem głównym.
Epilog:
Nie widzimy rzeczy takimi jakie są, ale takimi jacy my jesteśmy.
Ciekawostki:
1. Dla porządku dodam, że ta tematyka poruszana była również w "Kissing Jessica Stein" (2001) – dobry scenariusz, ale drewniana gra Jennifer Westfeldt zabiła ten film (nie każdy może napisać bardzo dobry scenariusz i jednocześnie zagrać główną rolę).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz