Nie
taki dobry, jak można by się było spodziewać. Przyzwoicie zrobiony film, Eddie
Redmayne w roli Stephena Hawkinga bardzo dobry. Teatr jednego aktora, bo cała
reszta kreacji aktorskich stanowi raczej mało wyraziste tło. Dla mnie, film nie
ma takiej siły przekazu, jak wskazuje prawdziwa historia – a przecież, na
prawdziwym życiu realnego człowieka scenariusz jest oparty. Emocji, dramatu i
miłości w filmie jest niewiele, a to, co przemawia, dzieje się jedynie za sprawą
wspomnianego już odtwórcy głównej roli. Film jest raczej poprawny i bez wyrazu,
choć przebija się w nim genialne poczucie humoru, wiadomego źródła. Wszak Stephen
Hawking, to poza wszystkim, wspaniały mówca.
Banalne
zakończenie filmu dopełnia reszty i wygląda bardziej na reklamę „Krótkiej
historii czasu”, która raczej reklamy nie potrzebuje.
Teoria
wszystkiego to kolejny dowód na to, że robienie filmów biograficznych o
ludziach, którzy ciągle żyją to słaby pomysł. W kategorii filmów biograficznych
nominowanych do Oscara – „Gra tajemnic” jest dużo lepsza.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz