poniedziałek, 1 października 2012

Zakochani w Rzymie (To Rome With Love, 2012) 4/6

Kolejny film pana A. Śmiesznie, przyjemnie, z przymrużeniem oka i dystansem. Jak zwykle sporo autoironii i trafnego opisu schematów. Film o niebo lepszy niż „Co nas kręci, co nas podnieca”, prawie tak dobry jak „Vicky Cristina Barcelona” ale do „Deconstructing Harry” daleko. Można obejrzeć bez poczucia straty czasu, a i z przyjemnością.
Film idealny na wietrzne popołudnie i początek udanego wieczoru. Nie można się nie śmiać no i Allen zagrał rolę, czego w ostatnich filmach nie uskuteczniał.

Doskonała obsada - bez gwiazdorzenia, rzetelnie, ale i na luzie – czyli w wolnym tłumaczeniu profesjonalnie. Jedyna w swoim rodzaju Ellen Page, w wydaniu naiwnym i słodkim Jasse Eisenberg, posągowa i cudowna Penelope Cruz (po raz kolejny u Allena), znakomicie wyluzowany Alec Baldwin, genialna Judy Davis, rozkoszny Roberto Benigni (tylko on mógł zagrać tę rolę) i oczywiście mistrz, który zagrał nieco neurotycznego (jaka niespodzianka!) tatusia i przyszłego teścia.
Film polecam.
Epilog:
„-Napisali o mnie imbecille – co to znaczy?
-To znaczy, że wyprzedzasz swoją epokę.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz