wtorek, 24 lipca 2012

Niema tego złego (Smukke mennesker, 2010), 4/6

Wszystko mnie boli po tym filmie. Dusza i ciało. Nie wiem co bardziej. Film mocny, wielowątkowy, wielopoziomowy i złożony. Obraz nie należy do najprzyjemniejszych, ale warto obejrzeć. Z klimatu przypomina „Requiem dla snu”, ale nie jest aż tak drastyczny i kończy się zdecydowanie inaczej – „Lovely Promising Beginnings”.

Czworo ludzi, zmagających się z trudnymi sytuacjami, których wszystko (co na pozór wydaje się destrukcyjne) przyciąga do siebie. Kolejne epizody, układające się w całość, są coraz bardziej drastyczne i prowadzą do najgorszych z możliwych wyborów. Paradoksalnie - najlepszych dla tych konkretnych bohaterów.
Nie wiemy, jak zachowamy się na granicy naszej wytrzymałości. Nie wiemy nawet gdzie jest ta granica. Zwierzęcy popęd seksualny i ludzka potrzeba bliskości – wszystko jest wyłożone dosłownie, brutalnie i bez ogródek, do bólu. A jednocześnie bohaterowie znajdują ukojenie i specyficzny azyl.

Film polecam, ale to trudne i mocne kino, więc nie dla każdego.
Epilog:
„Do you think people can change? I think people can improve.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz